Commodore 64, zielony monitor i płacz lalki

$ LOAD "WSPOMNIENIA",1 – PRESS PLAY ON TAPE

Jeśli ktoś pyta, od czego zaczęła się moja przygoda z komputerami, to jedna z pierwszych odpowiedzi brzmi: Commodore 64. Kremowo‑brązowy „chlebak” z klawiaturą, magnetofon, joystick i ten niezapomniany niebieski ekran z napisem READY. – mrugającym kursorem, który jakby pytał: „No to co dziś robimy?”.

commodore 64 – ekran startowy
    **** COMMODORE 64 BASIC V2 ****
 64K RAM SYSTEM  38911 BASIC BYTES FREE

READY.
█

Granie z kolegą

Najpierw było oczywiście granie z kolegą. Dwóch chłopaków, jeden joystick w ruchu, drugi „tylko patrzy, ale doradza” – i tak na zmianę, aż ktoś z dorosłych nie zawołał na kolację. Każda gra z kasety była małym wydarzeniem, bo zanim się zaczęła, trzeba było ją najpierw… cierpliwie wczytać. Ale o tym za chwilę.

Dwie osoby grają na Commodore 64 z joystickiem przed małym monitorem
Granie na Commodore 64 we dwójkę – dziś już w muzeum · fot. Olimar / Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0

Zielony monitor – awans społeczny

W tamtych czasach Commodore najczęściej podłączało się do zwykłego telewizora. A później udało się załatwić monitor – taki zielony. Monochromatyczny, czyli wszystko na ekranie w odcieniach zieleni: litery, gry, nawet kolorowe ludziki. Kolorów może i nie było, ale za to jaki klimat! Prawdziwy komputerowy ekran, jak z filmów o hakerach. Nic dziwnego, że do dziś mam słabość do ciemnych stron z zielonym tekstem – sami widzicie, jak wygląda ta strona. 😄

Komputer Commodore Educator 64 z wbudowanym monitorem, na którym świeci zielony tekst
Tak mniej więcej świeciła zieleń – Commodore Educator 64, szkolna wersja C64 z wbudowanym monochromatycznym ekranem · fot. Marcin Wichary / Wikimedia Commons, CC BY 2.0

Książka z programami i „Płacz lalki”

Miałem też książkę z programami do przepisania. Wyglądało to tak: strona drukowanych linijek w BASIC‑u, palec wodzący po kartce i stukanie w klawisze – linijka po linijce, cyfra po cyfrze. Jeden z programów nazywał się „Płacz lalki”. Miał wydobyć z komputera dźwięk płaczącej lalki. Po długim przepisywaniu: RUN, napięcie jak przed finałem… i z głośnika wydobył się jakiś pisk. Czy to była literówka gdzieś w linijce 230, czy lalka po prostu miała tego dnia chrypkę – tego już się nie dowiemy. Ale satysfakcja i tak była ogromna, bo „to zrobiłem ja”.

Na rozgrzewkę każdy zaczynał zresztą od klasyka, który działa do dziś:

basic v2
10 PRINT "HOPPEL ";
20 GOTO 10
RUN
HOPPEL HOPPEL HOPPEL HOPPEL HOPPEL HOPPEL HOPPEL
HOPPEL HOPPEL HOPPEL HOPPEL HOPPEL HOPPEL HOPPEL
… (zatrzymujesz klawiszem RUN/STOP)

Magnetofon, licznik i śrubokręt

Programy i gry trzymało się na zwykłych kasetach magnetofonowych, a czytał je specjalny magnetofon Commodore – Datasette. Wpisywało się LOAD, komputer odpowiadał PRESS PLAY ON TAPE, wciskało się PLAY i… czekało. Czasem kilka minut, a czasem dłużej, jeśli coś poszło nie tak.

  • Licznik – na magnetofonie był licznik taśmy. Na jednej kasecie bywało kilka gier, więc zapisywało się, że ta jest „od 000”, a tamta „od 214”. Taki domowy spis treści – bez niego szukanie gry na taśmie było jak szukanie igły w stogu siana.
  • Śrubokręt – jak gra nie chciała się wczytać, wkraczał mały śrubokręt. Głowicę magnetofonu (jej ustawienie, czyli azymut) kręciło się delikatnie śrubką, aż wszystko zaczęło „łapać”. W niektórych modelach Datasette był nawet specjalny otworek nad klawiszami, żeby nie trzeba było rozkręcać obudowy. Pierwszy w życiu serwis sprzętu – zaliczony!
Kremowy magnetofon Commodore Datasette z kasetą w kieszeni i rzędem klawiszy, eksponat muzealny
Magnetofon Commodore Datasette – eksponat z Muzeum Narodowego we Wrocławiu · fot. Jcubic / Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0

Zasilacz, czyli cegła

I jeszcze jeden bohater, o którym nie da się zapomnieć: zasilacz. Wielki, czarny i ciężki jak porządna cegła. Nie bez powodu – w środku siedział transformator, a całość była zalana żywicą. Grzał się przy tym solidnie, więc zimą mógł robić za dodatkowy kaloryfer. 😉 Dziś wiadomo, że te zasilacze lubiły się psuć i potrafiły zaszkodzić komputerowi, dlatego kolekcjonerzy często wymieniają je na nowe.

Czarny, masywny zasilacz Commodore 64 w kształcie cegły z naklejką Commodore 64
Słynna „cegła” – zasilacz Commodore 64 · fot. Dilshan Jayakody / Wikimedia Commons, CC BY-SA 2.0

Kilka ciekawostek o C64

  • Rocznik 1982 – firma Commodore pokazała go w styczniu 1982 roku na targach CES w Las Vegas, a w sklepach w USA pojawił się latem tego samego roku.
  • Procesor MOS 6510 – taktowany zegarem ok. 1 MHz. Dzisiejszy telefon jest szybszy kilka tysięcy razy, a i tak nie ma w sobie tyle magii.
  • 64 KB pamięci RAM – stąd nazwa. Po włączeniu BASIC zgłaszał 38911 BASIC BYTES FREE, bo resztę zajmował sam system.
  • Układ dźwiękowy SID – trzy głosy i prawdziwe brzmienie syntezatora. Muzyka z gier na C64 ma fanów do dziś. (Szkoda tylko, że nasza lalka umiała z niego wycisnąć jedynie pisk!)
  • Układ graficzny VIC‑II – 16 kolorów i ruchome „duszki” (sprite’y), z których zbudowane były postacie w grach.
  • Rekordzista – Księga Rekordów Guinnessa uznaje go za najlepiej sprzedający się model komputera w historii; szacunki mówią o 12,5 do nawet 17 milionów sztuk.
  • W Polsce – oficjalnie od czerwca 1988 roku sprzedawał go Pewex, a szczyt popularności przypadł na początek lat 90. Wtedy kasety z grami krążyły z rąk do rąk, a na giełdach komputerowych można było znaleźć wszystko.
Commodore nauczył mnie cierpliwości (wczytywanie z kasety), dokładności (przepisywanie programów) i odwagi w sięganiu po śrubokręt. Do dziś mi się to przydaje.

Też miałeś Commodore albo masz w szafie stary sprzęt, który chciałbyś uruchomić? Zadzwoń: 61 666 00 92 – chętnie pogadam o starych komputerach.

Zdjęcia mają charakter poglądowy i pochodzą z Wikimedia Commons – nie przedstawiają mojego sprzętu. Zdjęcie główne: Commodore 64, fot. Evan-Amos / Wikimedia Commons, domena publiczna. Nazwy i znaki Commodore należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie informacyjnie.

Atari u kolegi i tajemniczy przełącznik

$ power on –console atari –gracze 2 –tryb: wspomnienie

Są takie popołudnia, które pamięta się latami. U mnie to było granie na Atari u kolegi – w mojej pamięci ta konsola zapisała się jako „Atari 1600”, choć najpewniej była to któraś z wersji albo klonów Atari 2600, popularnych u nas w tamtych czasach. Czarna skrzynka, dwa joysticki, telewizor i my dwaj wpatrzeni w ekran, jakby za chwilę miał się z niego wyłonić prawdziwy kosmos.

Wielkie odkrycie: przełącznik z tyłu

Przez dłuższy czas byliśmy przekonani, że znamy już wszystkie gry, jakie ta konsola ma do zaoferowania. Aż pewnego dnia któryś z nas zajrzał z tyłu obudowy i zobaczył mały, niepozorny przełącznik. Klik – włączamy – i nagle na ekranie zupełnie nowa lista. Okazało się, że cały czas mieliśmy pod ręką drugą, równie wielką porcję gier, tylko nikt nam o tym nie powiedział. Radość była taka, jakby ktoś za darmo dołożył nam drugą konsolę. 😄

Pierwsza lekcja informatyki w moim życiu: zanim uznasz, że coś już znasz – obejrzyj to dokładnie ze wszystkich stron. Także od tyłu.

Gry, które pamiętam najlepiej

Tytułów nie zapamiętałem – liczyła się zabawa, a nie napisy na ekranie – ale niektóre gry siedzą mi w głowie do dziś. Przy kilku z nich zrobiłem małe śledztwo i dopisałem, czym chyba były:

🐸 Żaby łapiące muchy

Dwie żaby na liściach lilii, staw i przelatujące muchy. Skok, język i… mucha zaliczona – albo plusk do wody, jeśli źle się wymierzyło. Rywalizacja z kolegą była zacięta jak finał mistrzostw świata. To była najpewniej gra Frogs and Flies.

Ekran gry Frogs and Flies na Atari 2600: żaby na liściach lilii nad stawem i lecące muchy
Frogs and Flies (Atari 2600) · zrzut ekranu: Patriot62371 / Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0

🚒 Strażak gaszący pożar

Płonący budynek, wóz strażacki i wąż z wodą. Trzeba było celować w okna, zanim ogień rozprzestrzenił się na całe piętro. Bohaterstwo na pełen etat – przynajmniej do kolacji. Wygląda na to, że był to Fire Fighter.

Ekran gry Fire Fighter na Atari 2600: wóz strażacki gasi płonący budynek
Fire Fighter (Atari 2600) · zrzut ekranu: Patriot62371 / Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0 (przycięty)

🏎️ Wyścigi samochodowe

Bez wyścigów nie byłoby prawdziwego Atari. Joystick ściśnięty tak mocno, że aż bielały palce, i ciało przechylające się na zakrętach – jakby to coś pomagało. Na tę konsolę było sporo gier wyścigowych, więc nie dam głowy, która to była. Najbardziej kojarzy mi się klimat Enduro.

Zielony kartridż z grą wyścigową Enduro firmy Activision na Atari 2600
Kartridż Enduro (Atari 2600) · fot. JoRgE-1987 / Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0

🙈 Gra w chowanego

Była też gra w chowanego – jeden się chował, drugi szukał, a obaj śmialiśmy się z tego, jak „sprytne” były nasze kryjówki. Tytułu niestety nie pamiętam i nie udało mi się go ustalić, więc niech zostanie małą tajemnicą tamtych popołudni. Jeśli kojarzysz, co to mogło być – zadzwoń, chętnie powspominam!

Co z tego zostało

Pewnie właśnie tam, przy telewizorze u kolegi, zaczęła się moja ciekawość: co siedzi w środku, jak to działa i co jeszcze da się w tym odkryć. Dziś takie konsole można oglądać w muzeach – na przykład we Wrocławiu – a ja wciąż uśmiecham się na myśl o tym małym przełączniku z tyłu.

Konsola Atari 2600 Jr. w muzeum Gry i Komputery Minionej Ery we Wrocławiu
Atari 2600 Jr. w muzeum Gry i Komputery Minionej Ery we Wrocławiu · fot. Wojciech Pędzich / Wikimedia Commons, CC BY 4.0

Zdjęcia mają charakter poglądowy i pochodzą z Wikimedia Commons – nie przedstawiają konsoli mojego kolegi. Zdjęcie główne: klon konsoli Atari 2600 z wbudowanymi grami, fot. Tdolphin / Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0. Nazwy gier i konsol należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie informacyjnie.